Strona poświęcona twórczości Andrzeja Krzanowskiego

Opcje wyświetlaniadostępność
linia - grafika (1)

Audycja V

Wykaz kompozycji wg kategoriiWykaz alfabetyczny utworówWykaz chronologiczny
#9 Audycja V   opera w 20 scenach (1977)

Grafika dla: Audycja V (Kompozycja #9)

@YouTube

Miejsce powstania
Czechowice-Dziedzice

Obsada
solo: S MixedCh — 2[1/Picc.2/Picc/SlWhistle] BarSax 0 0 0 — 3 2 2 0 — 10Perc[I: Shaker, Clav, 4TempleBlck, 4Timp, Thunder sheet, Flex, Whip, Vib; II: Wood WindChms, Guiro, Flex, Glsp, Gong, TamT, 3Anv, BDr, Siren; III: Rttl, Xyl, Mrmba, Gong, TamT, 3Anv, BDr; IV: Tri, 4Bongo, SDr, 4SuspCyms, Cym, Vib; V: Guiro, Cast, Bells, Cyms, Siren, 5Handbells; VI: 4Ocarine, 5Whistle] Pno Acc 4Tapes

Czas trwania
ca 1h 35'

Wersja językowa słów
pol.

Autorzy słów
Mieczysław Stanclik, Zbigniew Dolecki, Jacek Bierezin, Sławomir Mrożek

Tekst

Mieczysław Stanclik De Profundis (fragmenty)

Jestem twym, ziemio, synem pierworodnym.

...


Byłem tu – jestem – i będę po wieki.

...

…Ja – Homo Faber – wołam z głębokości:

Przychyl mi nieba, ziemio!

 

Zbigniew Dolecki Universum (fragmenty)

Czyjś głos

głos kobiety przeniknięty światłem

którego nie dostrzegają oczy

wpatrzone w gwiaździste niebo ...

Pełnia morza

                        pełnia muzyki

                                                 pełnia miłości  

 

Zbigniew Dolecki Sofrosine (fragment)

Ta wielka m o r s k a  c i s z a  d u s z y

jest wciąż obecna choć tak daleka

jej tchnienie oddech wszystkich mórz

Jak bicie serca Boga   

 

Zbigniew Dolecki * * * (fragment)

Jesteś

jednym z patronów mego kalendarza,

którego kartki jak schodki klawesynu

prowadzą tam gdzie najwyższy rejestr

istnienia: miłość

 

Sławomir Mrożek Kto jest kto (fragment)

Wsiadłem do pociągu i umieściłem się w przedziale. Znajdowali się tam: oficer artylerii, dorastająca panienka, brodacz — z wyglądu kupiec, brat zakonny, starzec o szlachetnych rysach i garbus, prawie krasnal, a w kącie skromny, mizerny człowiek.

Kiedy pociąg ruszył, panienka, właściwie dziecko jeszcze, plasnęła w ręce i, podskakując na ławce z prostej, naiwnej radości, wołała:

— Jedziemy! Jedziemy! — Warkoczyki podlatywały jej przy tym do góry.

Mnich wykonał znak krzyża. Szeroki brunatny rękaw zesunął mu się na przegubie ręki, ukazując opaloną skórę, a na przedramieniu — fragment tatuażu. Nabierając rozpędu, pociąg wpadł na żelazny most. Rozległ się nieprzyjemny łoskot. W dole migotała rzeka. — W młodości huśtałem się na krześle i za bardzo przechyliłem się do tyłu — wyjaśnił garbus. Jego skwapliwość wydała mi się nie na miejscu. Wtem napotkałem spojrzenie mizernego pasażera o bladej, zmęczonej twarzy. Nie spuszczał oczu z obecnych. Był w nich strach. — Wszystko w ręku Boga: krzesło, fotel, etażerka — westchnął brat zakonny — nawet najdrobniejsza półka.

Brodacz, który niewątpliwie był zamożnym kupcem, wsparł ręce na grubych udach.

Widać miał wesołą, szeroką naturę, która nie lubiła rozmów smutnych ani zbyt zasadniczych.

— Może by tak co zaśpiewać? — zapytał potoczystym basem. — U nas, w Jeżowym Polu, zawsze śpiewamy, jak jedziemy.

Potrząsnął czarnymi, gęstymi włosami. Miał poczciwą, choć nie pozbawioną chytrości twarz. — Zaśpiewać! Zaśpiewać! — zaklasnęła znów w ręce panienka.

— Zasadniczo śpiewa się tylko w marszu — odezwał się wojskowy. — Wiem to jako oficer.

Na to starzec: — Śpiew jest przywilejem młodości. — Jakże szlachetnie wyglądał z dłońmi na gałce staroświeckiej laski.

— Tylko młodość znieprawiona boi się pieśni, jak zbrodniarz, który

unika miejsc jasnych i czystych, przebywając najchętniej na skraju boru.

Łagodne słowa starca w nieoczekiwany sposób przeraziły milczącego pasażera.

Wcisnął się dalej w kąt, oczy rozwarły mu się szerzej.

— „Zakołysał się, hej! zakolebał dzwon mosiężny...” — zaproponował kupiec. — Państwo to znają?

— Dzwon! — plasnęła panienka.

Poczułem, że jakiś przedmiot twardy i kanciasty uwiera mnie w bok za każdym jej podskokiem.

— „Zakołysał się, hej! zakolebał dzwon mosiężny... ojciec z białej wieży nasz...” — zaintonował kupiec.

— Dzwony przetapiać na armaty — domagał się oficer.

Kupiec śpiewał basem, gładkim, choć jakby nieco sztucznym. Nagle coś okropnego stało mu sie w gardle. Bas skończył się i śpiewak następną nutę wyciągnął sopranem, czystym jednak i

dźwięcznym. Nie zauważywszy tego, śpiewał jeszcze przez chwilę,

upojony, aż spostrzegł się i przerwał. Zachrząknął. — To zawsze tak na pogodę. Na nów i na suszę — powiedział, usiłując jednocześnie

poprawić sztuczna brodę, która zaczęła mu się odklejać.

— A ja bym w jerełasza! — zawołał oficer, pragnąc widocznie zażegnać nieprzyjemną sytuację. — Pułkowa gra!

— Nie ma na czym — zauważył staruszek.

— Można na mnie! — zawołał garbus. — Stanę sobie pośrodku, a państwo będą przebijali kartami na mnie. Umiem stać równo.

Znowu doznałem wrażenia, że ten człowiek manifestuje się zbyt wyraźnie.

— Nie mam kart — oświadczył oficer po chwili poszukiwań w kieszeniach szynela. — Zostały na froncie.

Było jednak coś zastanawiającego w ich ostentacji...

Wtem, zupełnie niespodzianie, ogarnęła nas zupełna ciemność. Pociąg wpadł w tunel.

Łomotało zniekształcone echo. Straciłem poczucie kierunku...

 

 

Jacek Bierezin Pociąg

Wsiadałem do tego pociągu z mieszanymi uczuciami. Miała to być moja pierwsza autentyczna podróż w nieznane. W nieznane, ponieważ nikt z nas nie wiedział, dokąd jedzie. Jedni mówili, że będzie to podróż w historię. Drudzy twierdzili, że na pewien nie zaludniony kontynent, na którym założą kolonię. Niektórzy układali już projekty konstytucji, inni snuli rozważania na temat warunków socjalno – bytowych w przyszłych więzieniach. Jednych lub drugich – do dziś nie wiem, których – nazywano idealistami.

Moi współtowarzysze z przedziału niewiele różnili się od innych pasażerów. Pewna  starsza pani z papugą i z córką, podobno wdowa po rotmistrzu szwoleżerów. Gruby, posapujący jegomość chory na astmę, a po kilku dniach także na nostalgię. Egzaltowany młodzieniec, student pochodzenia robotniczego, mający dwie pasje: dramaty Szekspira i opowiadania o swoich porażkach seksualnych u pewnej pani o bujnych kształtach, znanej nam – jak powiadał – z obrazu Delacroix. Obok mnie kiwała się miarowo krótko ostrzyżona głowa jakiegoś oficera. Towarzysząca mu kobieta była wyraźnie znudzona i raz po raz spoglądała wyzywająco w stronę studenta. Siedzący naprzeciw niej mnich o bardzo chudej twarzy i skórze koloru pergaminu przyglądał się tej scenie z wyraźnym zgorszeniem. Jego palce bez przerwy przesuwały nerwowym uchem paciorki różańca, tak długiego, że zdawał się być symbolem nieskończoności. O dwóch milczących panach przy oknie niewiele mogę powiedzieć. Byli smutni, bez znaków szczególnych. Na głowach mieli czarne lśniące cylindry, których nie zdejmowali nawet podczas posiłków. Kiedyś jeden z nich ukłonił się przechodzącemu korytarzem aniołowi i wtedy zobaczyłem, że jego głowa unosi się wraz z cylindrem. Przez chwilę widziałem szyję, która z góry wyglądała jak pień świeżo ściętego drzewa, po czym wszystko wróciło do normy.

Po upływie pewnego czasu – nie potrafię określić dokładniej – dowiedzieliśmy się od wąsatego konduktora, że czeka nas dłuższy postój. Co będzie dalej – sam nie wie. Pociąg zatrzymał się na dużej stacji na peronie dwudziestym, który był zatłoczony tak samo jak inne perony i nie było żadnych realnych możliwości opuszczenia wagonów. Przy drzwiach stali zresztą skrzydlaci aniołowie z rękami w kieszeniach ortalionowych płaszczy. Kieszenie mieli wypchane kredą i każdemu z kręcących się koło wyjścia – nawet wchodzącym do toalety  –  rysowali na  plecach krzyże. Tu wewnątrz niczym specjalnym to nie groziło, ale gdyby któremuś z tych ludzi udało się wysiąść…

Wiedzieliśmy, że po peronach przechadzają się dwójkami tacy sami aniołowie. Bez kredy, ale z ognistymi mieczami. Uśmiechali się życzliwie do ludzi usiłujących wsiąść. Falujący tłum szturmował wszystkie wejścia. Widziałem z bliska ożywione twarze kobiet, krzyczące dzieci, spoconych mężczyzn dźwigających walizki i przepychających się w stronę pociągu. Na całym

dworcu panował nieopisany hałas, który powiększał jeszcze zespół big-beatowy Związku Młodzieży Zrzeszonej w Związkach. Do naszego wagonu usiłowała się dostać grupa dziewcząt w króciutkich spódniczkach w kratę i młodych długowłosych chłopców ubranych w dżinsy i swetry z wysokimi golfami. Kilku aniołów usiłowało wprowadzić porządek, mężczyzna w czarnym garniturze krzyczał coś przez tubę.


Gdy wreszcie ruszyliśmy, na dachach wagonów i na buforach zauważyłem nowych pasażerów. Palce kurczowo wczepiały się w metal, na twarzach mieli grymas szczęścia. Tam na stacji nic im nie mówiliśmy, choć wbrew pogłoskom nie sznurowano nam ust.

 

 

Jacek Bierezin Drwal (fragment)

...pod tymi gałęziami żył i sękami żeber – biło serce.

 

 Jacek Bierezin Emigracja (fragmenty)

Spieszyłem się bardzo żeby zdążyć na statek pijany

który odchodził z dworca wschodniego o godzinie 6.40

Walizka była spakowana. Potrzebowałem tylko trochę książek

jak każdy zwykły choć myślący człowiek

Po zanegowaniu związków przyczynowo-skutkowych

rewolucji w sferze świadomości oraz piękna i szczęścia

(patrz Księgi Sankhja: ten kto potrafi rozróżniać

uważa ludzkie szczęście za rodzaj cierpienia)

nic mnie nie łączyło z tym miastem

...

Wczorajszego wieczoru wyrokiem sumienia

odebrałem sobie prawo do wewnętrznej emigracji.

Nie bez wysiłku zamknąłem za sobą ciężkie drzwi

jedynego niemożliwego wyjścia.

...

Teraz śpieszyłem się żeby zdążyć na statek pijany

który odchodził z dworca wschodniego o godzinie 6.40

chociaż wiedziałem że nie ma już żadnych statków pijanych

że pewne podróże są jak zawsze niemożliwe

 

Jacek Bierezin Sezon w piekle

Na wszystkich dworcach świata na których nie byłem

(brak pieniędzy paszportu i tylu innych rzeczy)

na szczytach wszystkich gór których nie zdobyłem

w buddyzmie zen

szukałem sposobów wyzwolenia

Kiedy dzień był zbyt wielki by się w nim odnaleźć

kiedy noc obdarzała jedynie bogactwem bólu

ściskałem ręce tych którzy jeszcze nie sprzedali swych rąk

których usta i oczy pozostały spragnione

Po ostatnim sezonie w górach

postanowiłem spędzić sezon w piekle

Usiłuję bezskutecznie poprawić swój nieudany życiorys

niecenzuralny ze względu

na słowo bezdomność słowo wygnaniec słowo wolny

I wyrażenie frazeologiczne wewnętrzna emigracja

W sferze obyczajowości obowiązuje większa tolerancyjność

nie muszę więc ukrywać na dnie oka

wszystkich kobiet które były zegarami słonecznymi

Odmierzały czas Po ostatniej została mi szpilka do włosów

Obawiała się że mnie pokocha

Nie będę ukrywał mojego cierpienia

Cierpię na niedorozwój uczuć słabą wolę

potrzebę silnych wrażeń

nieumiejętność żmudnej pracy bez perspektywy

natychmiastowej satysfakcji

Cechy te dają w sumie skłonność do anarchizmu

narkomanii i alkoholizmu

Jedną piątą życia będę czekał na mieszkanie

jeśli mi się uda przeżyć to najsmutniejsze popołudnie

Otworzę sobie telewizor w samą porę

aby zobaczyć jeszcze wyścig zbrojeń

wyścig pokoju a także moment uroczystej dekoracji orderem

 

 

Jacek Bierezin * * *

Niech zmęczenie ogarnie wszystkie nasze drogi

Smugą deszczu niech przejdzie po gorących twarzach

 

Kojącą muzyką zagra nieznużonym

A szczęśliwym przyniesie ulgę wątpliwości

 

I niech sen ogarnie wszystkie nasze noce

Dobrodziejstwa zatopi w rzece zapomnienia

 

Niech będzie bardziej gorzki od piołunu piołun

Miłość niech będzie bezdomna i niema

 

(Wolność niech będzie nadal niebezpieczna)

Prawda daleka i obecna ziemia.

       




Materiały wykonawcze
głosy, partytura, głosy chóralne do wypożyczenia


Prawykonanie
9.09.2018, NOSPR w Katowicach, wykonawcy: Joanna Freszel – sopran, Jerzy Głybin – aktor, Andrzej Warcaba – aktor, Karol Urbański – mim, choreografia, Paweł Hendrich – realizacja partii taśm, Soliści Zespołu Śpiewaków Miasta Katowice Camerata Silesia, Anna Szostak – przygotowanie chóru, Balet Opery na Zamku w Szczecinie, Karol Urbański – kierownik baletu, Orkiestra Muzyki Nowej, Szymon Bywalec – dyrygent, kierownictwo artystyczne, Wojciech Wantulok – asystent dyrygenta, Natalia Babińska – reżyseria, Klaudia Klimka – scenografia, kostiumy, Piotr Sadlik – reżyseria światła, Marian Oslislo / Krzysztof Zygalski / Tomasz Strojecki – film, multimedia

Autokomentarz



Opis utworu

Forma Audycji V, nazwanej przez kompozytora meta-operą, jest niezwykle złożona i wielopoziomowa. Dwadzieścia scen, trwających ok. 95 minut bez konkretnej akcji, zdefiniowanych bohaterów czy śpiewnych arii, wprowadza szereg elementów potrafiących budować dramaturgię widowiska i jego często niewypowiedziane wprost przesłanie, którego aluzje są dla publiczności jednak czytelne. Warstwa słowna wykorzystuje teksty Jacka Bierezina, Zbigniewa Doleckiego, Sławomira Mrożka oraz Mieczysława Stanclika. Część z nich odnajdujemy już we wcześniejszych Audycjach. Teksty te są recytowane przez jeden lub dwa głosy męskie. Partie śpiewane należą do sopranu (improwizowany swing, krzyk) i chóru, a także odtwarzanego z nagrania utworu Salve Regina – kompozytor dodał go już po napisaniu Audycji V, zastępując wcześniej wprowadzony w tym miejscu fragment Stabat Mater Karola Szymanowskiego. Rozrzucane podczas spektaklu ulotki z ważnym dla Krzanowskiego fragmentem tekstu poetyckiego są symbolicznym dopełnieniem przekazu. Muzycy rozmieszczeni są przestrzennie – orkiestra na scenie, zespół instrumentów niestereotypowych (fleksatony, okaryny, gwizdki) w innej części, chór przemieszcza się.

Integralnym elementem Audycji V są sceny pantomimiczne i choreograficzne, w sugestywny sposób przedstawiające zarówno uniwersalne, jak i bardziej osobiste treści. Widowisko rozpoczyna ruch sceniczny na tle muzycznej ciszy, odgrywający się jednocześnie z wchodzeniem publiczności na salę i zajmowaniem miejsc. Ważną rolę pełni obecność mima – zagubionego, samotnego, poszukującego. I tak opera staje się poniekąd poematem choreograficznym z recytacjami aktorów, muzyką, chórem, sopranem, dopełnionym grą świateł, projekcjami filmowymi, odtwarzanymi, natarczywymi motywami sekundowymi znanymi z poprzednich Audycji, a także rozdawanymi publiczności cukierkami i rozpylaniem zapachów. Każdy składnik tworzy tu jakąś historię i staje się jej bohaterem, tworząc jednakże w całości dzieło, którego określenie meta-operą jest jak najbardziej właściwe. Partytura Audycji V została zapisana bardzo skrupulatnie i szczegółowo w każdym aspekcie.

***

Na prawykonanie tej kompozycji oczekiwano 41 lat. Kompozytorowi – Andrzejowi Krzanowskiemu, zmarłemu przedwcześnie w 1990 roku – nie było dane usłyszeć, zobaczyć i dosłownie poczuć swojej meta-opery. Ekscytująco wypadła prapremiera w Katowicach we wrześniu 2018 roku, elektryzująco i surrealistycznie – powtórzenie na Warszawskiej Jesieni.

Opisanie tego dzieła jest co najmniej takim samym wyzwaniem, jak przywołanie wielokrotnych prób jego wystawienia. […] Wyzwaniem bowiem nie jest sam zapis nutowy kompozycji – w końcu do akordeonowych klasterów, syren i taśm u Krzanowskiego byliśmy już przyzwyczajeni – ale dołączone teksty poetyckie, scenariusz aktorski i choreograficzny, podział zespołu na 5 grup, precyzyjne i bogate objaśnienia wykonawcze, dotyczące również świateł, rzutników i zapachów, a nawet słodyczy, sygnalizujące wielkie, multimedialne, przestrzenne, odbierane wielozmysłowo dzieło muzyczne. Festiwalowa publiczność, siedząca – jak się początkowo wydało – w standardowo urządzonej widowni – nagle znalazła się w centrum obrzędu i stała się świadkiem przeistoczenia zwykłego koncertu w metafizyczny spektakl.

Nakładanie się kolejnych warstw recytowanego, śpiewanego lub odtwarzanego z taśmy tekstu, atakujący uszy i oczy krzyk filmów oraz równoczesna niema akcja tancerzy i mimów – budowały teatralny charakter opery. Opery bez typowej dla tego gatunku akcji, za to będącej sekwencją zróżnicowanych scen, z dominującym obrazem samotności człowieka. Ostinatowa partia taśm, oblewająca publiczność dokoła, ciemne i mroczne klastery instrumentów dętych, tajemnicze pohukiwania na okarynach, alarm syren, rozjaśniające niebo dzwonki kościelne, a także włączenie  Asturias Albéniza czy chóralnego Salve Regina autorstwa samego Krzanowskiego – czynią narrację muzyczną zaskakującą i przejmującą. […]

Można by powiedzieć, że ten utwór jest autobiografią Krzanowskiego. Z samych cytatów użytych tekstów udałoby się napisać poetyckie kalendarium, począwszy od twórczych rozterek […], poprzez manifest wolności […], manifest wiary […], na złowieszczym przewidzeniu własnej śmierci […] i wierze w wiekuistość skończywszy. […]

Audycja V rodzi się w ciszy, w surrealistycznej scenografii, na tle której poruszają się mim i tancerze. Z rzutnika emitowane są plenerowe filmy z obrazami przyrody, by za chwilę rozbłysnąć migawkami wielkiego miasta. Swingujący szept sopranu może mylnie zapowiadać zupełnie inny utwór…

Andrzej Kosowski, Audycja – Podróż w nieznane?, książeczka dołączona do płyty Andrzej Krzanowski. Audycja V. Przerwana podróż, PWM, seria: ANAKLASIS, Images (Blu-ray), 2020


Rękopis
Autograf ołówkowy w Bibliotece Głównej Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach również w wersji niemieckiej - Sendung V. Die Opfer in 20 Szenes

Uwagi

Prawykonanie pełnej wersji utworu poprzedziło wystawienie Audycji V pod nazwą: instalacja performatywna, opera ruchowa z elementami wideo i głosu. Wykonanie to odbyło się według koncepcji, choreografii i reżyserii Kai Kołodziejczyk 1.10.2016 w Laboratorium przy Centrum Sztuki Współczesnej Zamku Ujazdowskiego w Warszawie podczas Międzynarodowego Festiwalu Ciało/Umysł. W widowisku tym obecne były różne formy sztuki wizualnej i choreograficznej, a warstwę muzyczną stanowiły wcześniejsze nagrania utworów Andrzeja Krzanowskiego, będące również „składowymi” Audycji VSuity z Audycji VSalve Regina i Audycji I oraz towarzyszące im odgłosy okaryn, gwizdków i syreny.

Kompozytor określił Audycję V jako metaoperę, w której  dochodzi do zespolenia wszystkich sztuk na wzór wagnerowskiego dzieła totalnego (Gesamkunstwerk).


Media

Nagrania

  • Blu-ray: Andrzej Krzanowski - Audycja V / Przerwana podróż, PWM 70032 / Anaklasis ANA 003 AV
    ICO-MEDIA ICO-TXT

Filmy

  • Internet: Szymon Bywalec zaprasza na prawykonanie
    ICO-MEDIA

Bibliografia

Programy koncertów, festiwali, booklety

  • Audycja - podróż w nieznane? - Andrzej Kosowski, książeczka dołączona do płyty Blu-ray, PWM Kraków (2019)
    ICO-TXT-INFO



#Audycja #opera #metaopera
linia - grafika (5)

Partnerzy

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu
pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego,
w ramach programu „Muzyka”, realizowanego przez Narodowy Instytut Muzyki i Tańca.